Logo Tlenu Literackiego

Występujący

w stanie wolnym

w powietrzu

Ilustracja do tekstu
Ilustracja: Kamila Bednarek

Paweł Zaremba – pięć wierszy

podwórko

dotykam psa na łańcuchu ma posklejaną sierść nieco wilgotną ale jednak cały czas ciepłą
papierówki lecą mi na głowę ze świergotu jaskółek robię pętlę
otulam nią szyję dodaję do tego cały plac zabaw nieco czarnoziemu z działki
później unoszę się na palcach i powietrze jest czerwone od cegieł
wrastam w liście tuż pod słońcem to jest niebo a to jest piekło mówię
mówię też o czerwonych drzwiach i porcelanowej sarnie na telewizorze
mocniej ściskam torebkę suszonych śliwek nie mogę się teraz zatrzymać
myślę sobie że nigdy nie odleciałem tak daleko bardzo boję się spotkać boga
bardzo boję się że ten pies umrze to nasze ostatnie lato w tej kamienicy
jego skrawki wirują na wietrze wszędzie widać już rdzę
słychać rowerowe dzwonki na moich kolanach kwitnie żwir
przed snem widzę stojące w kącie wojskowe buty tkwią w nich prawidła
są dla mnie za ciężkie dlatego wpadam w ich skórzany blask
tam gubię to wszystko i nagle jestem lodowatym pustkowiem
otulam swoją szyję lichym promieniem południa
patrzę jak szybko między palcami przemyka niebieska kropeczka
w ostatniej chwili pamiętam cały świat i jego skryte pomruki

 

dworzec grudziądz przedmieście

to jest moja groza kwitnąca w każdym
uderzeniu ptasich skrzydeł parującym
oddechu w zmęczonych powiekach
i tramwajowym skowycie
dzisiaj splunęło na nią słońce
ale i tak łatwo zdrapuję skorupę blasku
by lepiej przyjrzeć się rdzy krwi łzie
bo nie ma lepszej muzyki w tych stronach
to moja groza i wieszam ją na wietrze
pielgrzymuję do pustych dłoni kieszeni
do pustego brzucha
spod paznokcia wyjmuję dobre oczy
obtaczam je we mgle i suchych liściach
z tego wszystkiego krzesam ogień
patrzę na wielki pożar

 

przechowalnia

na skraju łóżka jest takie miejsce
w którym przechowuję
zapachy utraconych ziem

dłonie na udach wybijają ich rytm
pomiędzy uderzeniami wije się
kuchenna krzątanina
zgubione rękawiczki
niepewny krok z podwórza
na kamienne stopnie i parapet
gdzie ranny ptak szuka
mego przedramienia
ale mam dla niego
tylko strach i ucieczkę

kiedy mu się przyglądam po raz ostatni
wygląda jak uchylony w niebie lufcik
to co przychodzi stamtąd
jest szlochaniem traw
chowanym w szczelinie
umykających krajobrazów

na skraju łóżka wołam w przepaść
przytulam wszelką trwogę
nasłuchuję

 

zaskórniak

dziś podskórnym psem jestem wyję uparcie
w żył bieli gdy węsząc między nerwami
łapię trop słodkich pól z pragnienia konam
bo deszcze są tylko kwaśne i koryta rzek
opustoszały nagle a szare ich brzuchy
z mułu oraz wodorostów szydzą i schną

dziś podskórnym psem jestem i jamę na kości
w ziemi mięsistej mam kopać gdy jeszcze w pysku
głód tkanek tak pali że grzbiet gnę w półksiężyc
i szepcze do mnie tylko kij co oko puszcza z sęka
i tonie w wilgotnej sierści
i wznosi się w rozedrganiu by rysować siebie
na ciała nieboskłonie

dziś podskórnym psem jestem do cna wyszczekanym
po podwórzach potylicy i płatu czołowego
biegam nerwowo i nasłuchuję kroków tętna
a szum płuc sunie po ulicach
ramion przedramion przegubów
nie zostawia mi miejsca ale pozwala
doszczętnie zachłysnąć się sobą

dziś jeszcze podskórnym psem jestem
parę chwil i będzie jutro
wyleżane w zwiniętym kłębku jelit
przetrawione wstanie wreszcie
zajrzy w tęczówki by splunąć ze złością
bo nie będzie tam dla niego żadnych barw
bo nie będzie żadnych miejsc
do których zechce mnie posłać

 

popołudnie

chleb parzył w ręce a najlepsza była jego skórka
pokazywano nam jak pracuje piekarz i rolnik
łabędzie wściekle biły powietrze
nigdy później nie mogliśmy znaleźć tego stawu
biegaliśmy okrężnymi drogami
za każdym razem innymi

nie znaliśmy tych wszystkich bezużytecznych terminów
chrzczonych kodami kreskowymi
uświęconych przez aplikacje i nieomylność wyświetlaczy
piaski
żwir
największe mrowiska
łuki i proce
nic nas nie ostrzegało

dzisiaj są takie same cienie kreślone tuż nad brwiami najwyższych okien
kiedy zbliżało się późne popołudnie mogły stanowić obietnicę spokojnej nocy
ale teraz już wiemy że tak naprawdę były zwykłą groźbą
nagłych przebudzeń i mokrej pościeli
teraz walka mogłaby mieć jakiś sens
mamy jednak ręce pełne wszystkiego
znikają strupy z kolan i łokci

ciemność jest głodna

nic już nie możemy z tym zrobić

Paweł Zaremba – (rocznik 1982) wyróżniany i nagradzany w kilku ogólnopolskich konkursach poetyckich min. Bezkresy, konkursu im. Haliny Poświatowskiej, konkursu jednego wiersza im. Pawła Bartłomieja Greca, konkursu im Michała Kajki, konkursu „Środek Wyrazu”. Publikowany w pismach „Portret”, „Undergrunt”, „Elewator”, „Suburbia”, Zakład Magazyn”. Autor tomu wierszy pt „Sezon kulturalny w Sodomie” wydany nakładem wydawnictwa Beast of Prey w 2010 roku. Obecnie mieszka w Toruniu.

Kamila Bednarek – tworzy ilustracje, które wyrażają głębokie emocje i duchowość, dzieląc się jej osobistymi przeżyciami. Jej celem jest nie tylko artystyczne wyrażenie siebie, ale także dotarcie do innych i inspirowanie ich. Równocześnie zajmuje się grafiką, łącząc estetykę z funkcjonalnością, aby połączyć artystyczne pasje z praktycznym podejściem do projektowania.