Katarzyna Kamińska – pięć wierszy
czerwieńsze
pamięć: szylkret kostnego pancerza
pył łusek owadzich skrzydeł
albo niewypalonych naboi
nocą wzgórze było jak skóra oddychającego zwierzęcia
ciemność wpuszczała w nią swoje gęste palce
wrony czekały by opaść na nas całym niebem
królik w filmie przyrodniczym kurczył się w sobie by przetrwać
smuga światła pod drzwiami śledziła nasze ruchy gdy
za oknem płonęło zboże
po tym jak zanikł sygnał odbiorczy
na naszych językach pozostał smak rozkwitu pleśni
nadchodzącego śniegu bo to co zostaje w i obok
bywa zupełnie przypadkowe
na przykład
im gęściej budujesz swoją tamę
tym zima surowsza
a życie może toczyć się w rytm tego jak traktujesz
zwierzęta które nie należą do nikogo prócz samych siebie
pamięć: słodka ciepła rana kolejnego ze świtów
pole widzenia śnieży prawdziwego śniegu już nie ma
bielsze
przeczucie: łamiące w kościach nie sercach
nawleczone wrzecionem babiego lata
wiedziałam tym razem ześlizgnę się z mlecznego klifu ale
one prowadziły mnie przez swoje kręte ścieżki
łagodne nocne morze bym nie rozbiła się o skały
na których starłam tropy
krew i mleko żebra i zęby kolebka cierpień
przykładanie ust do rany pocałunek ostentatio vulnerum
i to co przeszłe
co przebudzone do świecenia za dnia
oczami rozchodziło się we mnie
jak dźwięk pod zamarzniętą taflą
gdy coś uderzy w jej powierzchnię
zieleńsze
po procesji rwane z ołtarza brzozowe listki
glify kamienic przetrzymane wzrokiem odciskały się
tuszem na płatkach powiek
puchły lepkie chmury na ulewę
miękkie dywany na asfalcie
poczucie winy na wargach
rozmieniana na drobne ofiara
wezgłowie łóżka koronowane oderwanym ściętemu
suszyło się później od niespodziewanych aktów dobroci
jaki pigment można by rozkruszyć z tamtych dni
może ten scheelego
czy krwawiłybyśmy sokiem lata
kolorem żywego zamienionym w niepokój
ciemniejsze
a one
naznaczone bladością nieczynnego neonu
zatarciem linii bezwzględnego zatrzymania
niejasnym kontrastem czucia aż do bólu
wrażliwe na zmiany miejsc i temperatury
przeciągi i brak uwagi
-jakby nie miały skóry-
potrzebują światła przestrzeni
ciągłego nawadniania
ale są takie kwiaty które zakwitną tylko wtedy gdy spłoną
natura non constristatur
zupełnie przezroczyste
nad brzegiem żyznego słowa
rozchwiane rzucałyśmy się w przepaść
by już nigdy więcej nie domyślać tego co
chciałyśmy jedynie przemknąć obok
niczym drobne zwierzę
szukające tymczasowego domu
w nieudomowionym świecie
nitkami śliny słów wietrznej mowy
próbowałyśmy zszyć otwarte rany od tej ludzkiej
bo stać nas było na więcej
by wpisać się w kolejny z kluczy chaotycznego roju
w prześwitach mokrej od potu koszuli
wyżąć się na kolejnym z progów dorosłości
kiedy nie stać cię na nic
na zdolność lenistwo i wszelkie inne
nieproszone prześwietlenia
w głębi żyznego słowa – lęk
że przyjdzie nam kiedyś zapłacić
za to że ponownie pozwolimy się oswoić
choćby tylko na próbę
już tylko na niby
Katarzyna Kamińska – z wykształcenia filolożka. Pracuje jako tłumaczka i elektryczka. Laureatka konkursów prozatorskich i poetyckich, m.in. finalistka Międzynarodowego Festiwalu Kryminalu 2025, Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania 2024, wyróżniona w Ogólnopolskim Konkursie im. Michała Kajki 2026. Mieszka pod Wrocławiem, a tam analizuje kosmogramy. Interesuje się także weird fiction i weird life.
Oliwia Kot projektantka graficzna i artystka interdyscyplinarna z Wrocławia, mieszkająca w Sopocie. W swojej praktyce łączy słowo, fotografię analogową, sitodruk, film i dźwięk. Jej twórczość wyrasta z obserwacji, introspekcji i uważności na codzienność, miejsca, architekturę oraz
pamięć.