Logo Tlenu Literackiego

Występujący

w stanie wolnym

w powietrzu

Jane Wong – Czy nie brzydzi cię, jak bardzo chcemy być kochane? (tłum. Kalina Rukat)

Oryginalnie opublikowany przez Poetry Foundation: On Disgust: Gurgling Pits | The Poetry Foundation

Niedawno, podczas lotu z Chicago do Seattle, widziałam jak mała dziewczynka w rzędzie obok zwymiotowała w dłonie swojego ojca. Różowe i beżowe kawałki częściowo strawionego jedzenia przykleiły jej się do ust i brody. Jej ojciec siedział obok; w dłoniach złożonych niemal jak do modlitwy trzymał wciąż wypływające wymiociny swojej córki. Zapach wbił się w klimatyzowane powietrze i wszyscy zatkali nosy. Ojciec dziewczynki ciągle powtarzał już dobrze, już dobrze, trzymając wszystko to, co kiedyś było w jej wnętrzu. Gapiłam się na nich. Nie zaoferowałam pomocy, ale też nie odwróciłam wzroku. Okropnie się czułam. Chciałabym mieć ojca, który trzymałby moje wymiociny, jakby wciąż były częścią mnie, którą należy kochać.

W jaki sposób wymiociny doprowadziły mnie do ojca, z którym od dawna nie mam kontaktu? Mam czterdzieści jeden lat i brzydzi mnie moje pragnienie bycia córką ojca, który nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Obrzydzenie pływa gdzieś w bulgoczącej toni wstydu i pragnienia.

Przychodzi mi na myśl ten niepokojąco piękny opis wymiocin w Najbardziej niebieskim oku Toni Morrison: „Wymiociny — zielonoszare, upstrzone pomarańczowymi drobinami — spływają po powłoczce poduszki na prześcieradło. Przypominają trochę surowe jajko. Uparcie zwarte, nie dają się rozdzielić i wytrzeć. Nurtuje mnie, jakim cudem mogą być tak schludne i tak obrzydliwe jednocześnie[1]”. [tłum. Kaja Gucio]

Dorastałam w parku handlowym w Jersey Shore, w fastfoodzie obok pizzerii, w sklepie alkoholowym, w salonie urody. Większość dzieciaków ze szkoły wysiadała w swojej okolicy. Ja wysiadałam przy parku handlowym Shrewsbury Plaza na pełen żwiru i wrzasku mew parking. Pewnego razu ktoś nabazgrał „MIĘSO TO MORDERSTWO” na ścianie naszego budynku; czerwona farba spływała na ostropesty. Zdrapywałam napis, a brud, pot i farba ściekały po moich mewich nóżkach. Dorastałam wiedząc, że jestem brudna. Zanim nawet się urodziłam, byłam już żałosnym ciałem. Moi rodzice wyemigrowali z południowych Chin we wczesnych latach osiemdziesiątych; uciekli przed znanym im od dawna głodem po Wielkim skoku naprzód, gdy jajko było rzadko spotykaną planetą białka. Dorastałam jedząc zgniłe mięso, bo najzwyczajniej nie było nas stać na to, by je zmarnować. Martwiłam się, że mój dom ma zapach chińskiej biedy: zapach stęchłych ręczników, starego oleju, kiszonych ziół. Dorastałam, czując zapach mojej krwi menstruacyjnej i patrząc jak ta, dzika i metaliczna, błyszczy na moich nogach. Mój upadlający zapach tkwi w moich pachach, mojej cipce, moich ustach i próchnicach – w tym, jak nie wiem, którego użyć widelca w czasie gali, na którą jestem zaproszona jako poetka. Kto uznał, że jestem odrażająca? Kto uznał, że jestem poniżona?

Wstręt nie jest zwykłym uczuciem. Jest instynktem, który czai się we wnętrznościach. Może doprowadzić cię do wymiotów. Psycholożka Susan B. Miller pisze o wstręcie jako o rodzaju straży granicznej: wyznacza linię, granicę wokół tego, co uznajemy za odrażające. Badaczka zauważa, że wstręt jest głęboko związany ze zmysłami węchu, smaku i dotyku. Może być także użyty przeciwko tobie — gdy inni uznają, że jesteś zbyt odrażająca, by żyć. Mając na uwadze historię „żółtego niebezpieczeństwa” i abiektualności azjatyckiego pochodzenia, Ohydne opowieści badaczki Moniki Chiu eksplorują wyobrażenia o ohydztwie w literaturze feministycznej. Chiu uznaje brud za „amerykańską fikcję o Innych, która łączy skojarzenia z ,,bezwartowością i odpadami” z „moralnym upadkiem zawartym w słowie brud.” Chciałabym kontynuować spuściznę amerykańskich feministycznych pisarek pochodzenia azjatyckiego, które utrzymują obrzydzenie jako środek aktywnego oporu i radykalnej odrazy.

Jedną z moich ulubionych obrzydzających pisarek jest Kim Hyesoon. Pochodząca z Korei Południowej poetka w wywiadzie dla Guerniki powiedziała, że „dotarła do groteskowego języka w kulturze patriarchatu pod dyktaturą”. Z patriarchalnego przymusu czystości i piękna wyrasta potrzeba bycia tak odrażającą, jak to tylko możliwe. W „Gnieździe. Dniu Czternastym” z tomiku Autobiografia śmierci Hyesoon pisze: „Brwi. Dwie larwy śledzą ślady deszczu.” Te brwi nie są schludne, równe czy wyregulowane. To mokre larwy, które wiją się w deszczu. Ich grube ciała kłębią się na twojej twarzy jak ropa. Rozkoszuję się ich wrażliwą grozą. Ich romantycznym zakłóceniem.

Nie liczę już, ile minęło lat, od kiedy porzucił mnie ojciec. Minęło ich już zbyt wiele. Dwadzieścia pięć? Dwadzieścia sześć? Jestem teraz w podobnym wieku, w którym był on, gdy porzucił naszą rodzinę. Pewnego razu gdy byłam mała — miałam wtedy jakieś dziewięć lat — pomyślałam, że podnoszę do ust szklankę pełną soku jabłkowego. Mój ojciec nie mógł przestać się śmiać, gdy zobaczył, że piję jego whisky. Obrzydzał mnie posmak benzyny, ale dalej piłam to whisky ze szklanki. Chciałam, żeby ojciec się śmiał. Wypiłam je do dna; potem śmiałam się razem z nim, nasze lepkie głosy płonęły od alkoholu. Czy nie brzydzi cię, jak bardzo chcemy być kochane?

__

Marzę o pojednaniu, o niemożliwym. Chciałabym, żeby mój ojciec utulił moje wymioty. Chciałabym, żeby zobaczył w nich drobiny galaktyk, żeby kochał je tak mocno, że wciągnąłby je z powrotem, wchłonął wszystkie te lata, które straciliśmy. Przypominam sobie wiersz „Zima” autorstwa Chen Chena, który zaczyna się tak: „Bardzo śmierdzące bąki z brzucha o dołującym styczniowym poranku.” Dźwięk „b” w „bardzo” i ,,bąkach z brzucha”, dwuwargowa głoska zwarto-wybuchowa. Musimy złączyć wargi, aby wybrzmiała wibracja „B” — przypomina burzliwe wypróżnienia. Ten wiersz miłosny (tak, to wiersz miłosny) gra z tym o czym powinniśmy i nie powinniśmy pisać. „Lata temu nauczyciel powiedział, żeby nigdy nie używać słowa <<kupa>> w poezji.” Co to znaczy kochać kogoś nawet wtedy, gdy budzi w tobie odrazę? Co oznacza powiedzieć: pozwolę być przez to dotknięta, pozwolę, by mnie to zanieczyściło? Aby nie tylko pisać o tym jako o środku oporu, ale rozkoszować się tym pierwotnym odczuciem?

Rozmyślam nad tym, co mnie obrzydza, i jak mogę pokochać wszystkie te kawałki i skrzepy. I o tym, jak trudno jest rozróżnić wewnętrzne i zewnętrzne obrzydzenie. Czy twoje obrzydzenie mną sprawia, że jestem ohydna dla samej siebie? Obrzydza mnie to, jak rozpaczliwie potrzebuję miłości, nawet w przemocowych relacjach. Jak ześliznęłam się z powrotem w podłość, zapach wódki w oddechu i nieuprane prześcieradła. Obrzydzają mnie spleśniałe resztki w mojej lodówce, strach, który powstrzymuje mnie przed otwarciem pojemników i powąchaniem dojrzałej brzydoty mojej marnotrawności i to, że nie umiem wyrzucić tych pozostałości. To, że to wynik rodzinnego zbieractwa; wśród zgniłych jabłek i pomarańczy w mieszkaniu mojej babci mlaskały muszki owocowe. Jej strach przed brakiem jest strachem mojej matki, jest moim strachem.

Mimo wszystko coś lśni w kartonach zgniłych jajek mojej babci, w ich zapachu moczu. Coś pysznego, coś bezkompromisowo śmierdzącego, coś, co przemienia się w ogniki obiecanej przydatności. Prawda jest taka, że z brudu zawsze coś wyrośnie. Larwy Kim przepoczwarzą się w skrzydlate istoty. Mogę nawozić kwiaty moją menstruacyjną krwią. Pochodzę, skąd pochodzę — to miejsce ociekające traumą i radykalną miłością jednocześnie. Jakim prawem obrzydza mnie to, co płynie w moich trzewiach? To bardzo płodna groza, budyń tętniący poetyckimi możliwościami. Chcę popisywać się i rozkwitać w odruchu wymiotnym. Odmawiam oczyszczonego języka; chcę pływać w parujących drobinach wymiocin, kupy i zgnilizny, które oferują coś transformującego, coś niepowstrzymanego.

[1] T. Morrison, Najbardziej niebieskie oko, tł. Kaja Gucio, Poznań 2022, s. 17.

Jane Wong

amerykańska pisarka o chińskim pochodzeniu. Autorka dwóch książek poetyckich How Not To Be Afraid of Everything (2021) i Overpour (2016), a także zbioru wspomnień Meet Me Tonight in Atlantic City (2023). Jest laureatką nagrody Pushcart Prize oraz wielu sttypendiów i rezydencji przyznanych między innymi przez: program Fulbrighta, Artist Trust i Woodberry Poetry Room na Uniwersytecie Harvard’s. Wykłada na wydziale kreatywnego pisania Uniwersytetu Zachodniego Waszyngtonu; jej naukowe zainteresowania obejmują azjatycko-amerykańską poezję i poetykę. janewongwriter.com

Kalina Rukat absolwentka anglistyki ze specjalizacją translatorską. Czasem pisze i niedługo też obroni z tego dyplom. Publikowała w ,,Trytytce” i ,,Niewinnych czarodziejach”.

Basia Ślusarczyk

(1999). Artystka wizualna pracująca z rzeźbą, instalacją i grafiką. Zamiast traktować media artystyczne jako odrębne dyscypliny, postrzega je jako powiązane ze sobą języki – swobodnie łączy różne środki wyrazu, poszukując nowych sposobów opowiadania historii. Tekst jest dla niej równoważny z obrazem i włącza go do swojej praktyki artystycznej.