Logo Tlenu Literackiego

Występujący

w stanie wolnym

w powietrzu

Ilustracja do tekstu
Ilustracja: Ewelina Lebida

Weronika Stencel – opowiadanie

Botoksowe żurawie

Lustro nachyliło się w stronę jej twarzy.

„Niemożliwe, zrobiła sobie na ustach wargowe origami!” – pomyślało lustro. Nie mogło znaleźć słów na jej botoks w kształcie żurawi. Jej wargi były napuchnięte, a żurawie formujące się na ich powierzchni wznosiły się i opadały, zgodnie z tym, jak oddychała. Przypominało to przygotowanie ptaków do lotu i nagłe z niego rezygnowanie. Lustro chuchnęło w swoje szkło i popatrzyło na ślad oddechu – mgła osnuwała wargowe, dzikie stworzenia.

Lustro formuje się w ludzki kształt, ot – taki jak z encyklopedii ciała człowieka. Niech nie będzie to człowiek płciowy, ale lustrzany, wciąż odbiciowy, bez rysów twarzy. Gdyby tylko chciał, mógłby się ubrać i nie odbijać tego, przed czym stoi. Ale nie zdecydował się na ubrania. Jest dalej lustrem i ledwo człowiekiem. Lustrzanymi rękami sięga w stronę botoksowych żurawi, idzie w stronę śpiącej na łóżku kobiety. Żurawie najpierw odbijają się w dłoniach lustrowej postaci, potem w szyi lustrzanej, aż w końcu wpasowują się w lustrzaną twarz. A niech to, dokładnie wtedy ona zaczyna się budzić, a lustrzana postać peszyć i szybko cofać.

– Znowu to samo – mówi kobieta znudzonym głosem i rozchyla żurawie, szeroko ziewając.

– Nigdy nie jest tak samo – odpowiada lustrzana postać i drapie się po głowie, odwracając lustrzaną twarz.

– Teraz zrobiłam sobie żurawie na ustach, a za miesiąc zrobię ośmiorniczki. Nic ci o tobie nie powiedzą moimi ustami! Nie odbijaj mnie w sobie!

– Muszę cię pocałować! – szepcze lustro i nachyla się lekko w stronę kobiety.

– Jesteś tylko odbiciem mnie, to ja musiałabym cię pocałować, byś zdołało pocałować mnie! – śmieje się kobieta i wydyma dumnie żurawie do przodu.

Lustro patrzy ze smutkiem w podłogę i nie widzi kobiety.

– Już nigdy nie dam ci popatrzeć na siebie! – mówi cicho lustro, zbliża się do okna i całuje szybę, która odbija się w lustrze i lustro w sobie. Lustro odchyla głowę i widzi w szybie niewyraźne odbicie. To wciąż twarz kobiety. Gładzi ona swoje żurawie i nagle jednym ruchem ściąga je z twarzy! Lustro odwraca się i widzi kobietę bez ust.

Przemawiają wargi-żurawie, które unoszą się w powietrzu na zaczerwienionych skrzydłach:

– Nie chcemy się już całować jako kobieta. Nie chcemy mówić. Nie chcemy służyć do wyglądania. Jesteśmy żywym botoksem, który zebrał się na odwagę i przemawia.

Żurawie puchną, widać na nich napęczniałe skórki ust, szramy i różowe fragmenty, które zaczynają pulsować. Lustro z przerażeniem odwraca twarz. Botoks podlatuje bliżej.

– Botoksowe żurawie chcą całować się z innymi botoksowymi postaciami. Chcemy budzić się i zasypiać w pęcznieniu, latać sobie w oderwaniu i jeść orzeszki.

Kobieta przysuwa się do lustrzanej postaci, przytrzymuje jej lustrzane ramiona i ogląda uważnie siebie bez ust. Wtedy lustrzana postać z całych sił wyobraża sobie usta kobiety i przez chwilę widać je na jej twarzy, ale szybko znikają.

Botoksowe żurawie odlatują.

Kobieta bierze kartkę papieru, rysuje swoje usta i przyczepia je do twarzy, ubiera garnitur, czesze włosy i ubiera szpilki. Błagalnym wzrokiem patrzy prosto w twarz lustrzanego człowieka.

– Znowu to samo! – oburza się lustrzana postać, ale zbliża się do kobiety, która poprawia papierowe usta. Ona wstaje, pokazuje lustrzanej postaci drzwi i daje znak, że pora wyjść. Lustrzana postać zamienia się w podręczne lusterko i wchodzi z niechęcią do jej kieszeni w garniturze. Kobieta biegnie. Wchodzi na olbrzymią salę rozpraw, zasłania ręką swoje usta i słyszy od sędziny:

– Pani Mecenas, proszę o rozpoczęcie postępowania w tej jakże nietypowej i, nie ukrywajmy, trudnej sprawie karnej dotyczącej orzeszków i żurawi. Liczę, że przedstawi Pani stan faktyczny z należytą precyzją, abyśmy mogli wreszcie rozplątać ten osobliwy węzeł.

 

Kobieta drży, sięga dyskretnie do kieszeni i kieruje lusterko w swoją twarz, dotyka je mocno palcem, dając znak. Lusterko odzywa się, odbijając w sobie usta kobiety. Udaje jej głos:

– Wysoki Sądzie, sprawa, z którą dziś się mierzymy, wymaga nie tyle kodeksu, ile poetyckiego podejścia do faktów. Oskarżenie dotyczy bowiem karmienia żurawi orzeszkami wzbogaconymi mikroskopijną ilością substancji o działaniu botulinowym – potocznie nazywanych orzeszkami z botoksem. Prokuratura utrzymuje, że moi klienci celowo podawali ptakom te orzeszki, by „wygładzić im okolice dzioba” i „poprawić ich wizerunek w sezonie migracyjnym”. Być może to był błąd. Faktem jest, że po spożyciu orzeszków ptaki zachowywały się nietypowo: spacerowały i wydawały z siebie dźwięki przypominające westchnienia, a niektóre, co potwierdzają zeznania świadków, okazywały sobie uczucie w formie pocałunków. Czy to jednak dowód winy, czy może, jak twierdzą moi klienci, triumf natury nad ludzkością? Orzeszki z botoksem nie uczyniły nikomu krzywdy. One po prostu dodały odwagi żurawiom, które po raz pierwszy w historii pozwoliły sobie na taki wybryk. Dlatego, Wysoki Sądzie, wnoszę o uniewinnienie każdego zamieszanego w tę sprawę.

Sędzina patrzy podejrzliwie w stronę kobiety i mówi:

– Pani Mecenas, dziękuję. Proszę powiedzieć, kiedy ostatnio się pani całowała i z kim?

Kobieta blednie, spuszcza lekko głowę, by jej usta nie rzucały się w oczy, lusterko zaczyna się cichutko chichrać, ale w końcu odpowiada z kieszeni głosem kobiety:

– Wiem, że nakazała mi pani całować się sama ze sobą! Naprawdę, zrobiłam polecony przez sąd botoks w kształcie żurawi, by jako prawniczka poczuć lepiej tę sprawę! Więc tak, całuję się od początku tej sprawy sama ze sobą.

– Doskonale! – odpowiada sędzina i sięga dyskretnie do kieszeni, wykonując podobne gesty jak kobieta. Dopiero wtedy prawniczka zauważa, że sędzina ma także papierowe usta i nimi nie porusza. Kobieta wtrąca:

– Przepraszam, a pani? Całuje się pani sama ze sobą?

Sędzina zasłania dyskretnie usta, udaje że drapie się po nosie.

– Ja całowałam się z ekranem, ale kopnął mnie prąd…

Nagle na salę wlatują oburzone usta botoksowe kobiety i usta botoksowe sędziny w kształcie żurawi. Pierwsze z nich krzyczą:

– Przestańcie kłamać, botoksowe żurawie nie mają nic wspólnego z żurawiami, zwierzętami! Będziemy całować się jako botoks na zewnątrz i wewnątrz, wzdłuż i wszerz, jeśli zapragniemy, zakradniemy się i wycałujemy was w nocy! I siebie nawzajem!

Drugie dodają:

– Nie obserwujcie nas w lustrach! Chcemy pęcznieć i zasysać się nawzajem w pocałunkach!

Sędzina daje dyskretny znak ochroniarzowi. Ten zakrada się, łapie usta botoksowe kobiety i usta botoksowe sędziny w garść i przypina na nich kajdanki. Sędzina rzuca spojrzenie z ledwo widoczną iskrą namiętności w stronę kobiety.

Weronika Stencel – pisarka, rysowniczka, scenarzystka filmowa, wiolonczelistka. Redaktorka „Dziennika Literackiego” wydawanego przez Instytut Książki, prowadząca podcast Teksturion. Autorka książki Obiturianci (2024) oraz audycji i słuchowisk literackich. Laureatka Stypendium Twórczego Miasta Krakowa, Nagrody Kraków Miasto Literatury UNESCO, stypendystka ZAIKS i MKiDN. Autorka tekstu do filmu animowanego Deserowy Jamnik, scenarzystka i pomysłodawczyni filmu pełnometrażowego Pomagacze. Oba filmy tworzy wraz z reżyserką Betiną Bożek. Publikowała między innymi w „Czasie Literatury”, „Małym Formacie” i magazynie „Zakład”.

Ewelina Lebida – artystka, ilustratorka, filmoznawczyni, miłośniczka poezji. Zawodowo od lat związana z branżą kulturalną i wydawniczą. Gdyby miała być filmem, byłaby „Godzinami” Stephena Daldry’ego. Gdyby miała być albumem muzycznym, byłaby „Closing Time” Toma Waitsa. Lubi naklejki, brokat i filozofię „tak dużo i tak ładnie”. Ma 34 lata i mieszka w rodzinnym Krakowie z kicią Kicią i chłopakiem.