Sara Szamot – pięć wierszy
Witaminy
Obiecałam mu, że napiszę o witaminach
odporności
na przywiązanie, zakłócenia snu,
słuchu od chrapania drugiej osoby
dostrzeżenia
granic, czułych punktów, strachów
fatum przenoszonego z ojca na córkę,
na syna, na dziecko, na nasze dzieci
łagodności
dla naszych „czerwonych, ordynarnych
twarzy”, nieporozumień
słuchania
kolęd w domu, bez potrzeby świąt
pozostania
dzieciakami, które wstydliwie wkładają
sobie nawzajem ręce do majtek,
dotykają się nie zdejmując ubrań,
nieśmiało zaczynają stymulować pun-kci-ki
W dzieciństwie wierzyłam, że ślina pieska
ma lecznicze właściwości
nie jestem już dzieciakiem
nie chcę witamin
Chcę
żebyś zlizał ze mnie ten syf!
(byliśmy daleko daleko)
byliśmy daleko daleko
od siebie
starałam się jakoś go zatrzymać
nie potrafiłam
razem
z całym złem odciąć go całego
wyrzucić z życia
bo i ten gorszy
i ten n a j l e p s z y
był też i we mnie
musiałabym wyrzec się samej siebie
jak zachować dobrego
jak zatrzymać złego
by nie demolował już domu po pijaku
pogrom w wakacje
ziemię kupujemy w foliowych opakowkach
z marketu, do którego idziemy mijając klasztor zakonnic.
po zakupach wypoczywam na ganku
przede mną drzewa
pomnik przyrody dąb
prywatny park, prywatna działka bez domu
dzięki dębowi nie wolno na niej nic budować
chociaż mogą go też nielegalnie ściąć
to nawet tańsze i wygodniejsze niż
ubieganie się o zgodę
po prawej za prowizoryczną siatką buduje się sąsiad
dom buduje, dla rodziny
i ma na działce na wyciągnięcie naszych rąk
dwie górki ziemi
wyrosły na nich chwasty mlecze pokrzywy
tam i tak jest więcej piachu niż ziemi
chciałoby się powiedzieć,
że jechałam tu tyłem,
że przydałaby się zieleńsza zieleń
kapuścieńsza kapusta
w metalowej misce
od której uciekłam
do tych foliówek
jest w nich więcej ziemi w ziemi
Spätzle
chora
złapałam od niego
co cztery godziny piłam lek
pierwszy, by nastawić i rozwiesić pranie
wielkie spodnie
wielkie koszule
schlaf…
wstaję
drugi, by nastawić bulion
spätzle w zupie
jakie to nie-niemieckie
– chcecie?
– ja chcę
– ja też
– jest ze spätzle
– to już nie chcę
– piotruś to są zwykłe kluski – zjedz!
jej posłuchał
zjadł
schlaf…
nie widzi
nie do niemiec
do niego mam tę miłość
schlaf…
tato wyjeżdżał do reichu
byłam wtedy mała
mieszkaliśmy wśród azjatów
tato przywoził dobre twarde schokolade
ostrą chemie
raz przywiózł sarnę
schmusetier
po dwudziestu latach
wciąż jest jak nowa
chciałam chcę do reichu
schlaf…
gdy wyjeżdżał
wchodziłam do jego sypialni
wąchałam jego ubrania
zakładałam na siebie
wielkie koszule
wielkie spodnie
widział brat
widziała mama
nie widział widzi
Papa
krótka lekcja wrażliwości międzygatunkowej
a tobie tak fajnie?
tak tak fajnie
zapewniałam
gdy podrzucała mnie
do góry
do dołu
do góry
do dołu
przerzucała przez siebie
z plecków
na brzuszek
brzuszek bolał bardzo
ale tak tak babciu
podoba mi się bardzo
tak samo jak podobało się
kociakom
którym robiłam
to samo.
Sara Szamot – ur. 1997. Poetka. Autorka książki poetyckiej Ścisk (2021). Mieszka w Henrykowie-Uroczym.
Marta Basak ilustratorka i graficzka, absolwentka warszawskiej ASP z dyplomem z ilustracji i malarstwa. Rysowała m.in. dla magazynów „Ruch Muzyczny”, „Wizje”, „Kontakt” i „Mały Format”. Od prawie trzech lat mieszka we Francji, gdzie projektuje dla Instytutu Polskiego w Paryżu.