Tobi Lakmaker – fragment książki (tłum. Anna Opara)
Fragment
Prolog
Moja matka jest „Żydówką po ojcu”
Moja matka często powtarzała, że „nie mamy bogatych znajomych, tylko takich, którzy kupili dom we właściwej chwili”. Właśnie w takiej chwili kupili dom moi rodzice: na Jacob Obrechstraat, pod numerem siódmym – w samym sercu amsterdamskiej dzielnicy Oud-Zuid. Mówi się, że zamieszkują ją dwa rodzaje ludzi: dorobkiewicze i żydowscy intelektualiści. Jeśli wierzyć mojej matce, nie należeliśmy do tych pierwszych, ale nie byliśmy też Żydami – moja matka jest tylko „Żydówką po ojcu”– a gdy kiedyś spytałam mojego ojca, kim są intelektualiści, odpowiedział: „Jest tylko jeden intelektualista, Wilfred Oranje”.
Oranje tłumaczył na niderlandzki niemieckojęzycznych filozofów. Mając dwadzieścia lat, na jakiś czas – już po jego śmierci – zatrzymałam się w jego dawnym mieszkaniu, gdzie budziłam się pośród setek tomów z dziełami Zygmunta Freuda. Nie wytrzymałam tam długo. Też chciałam zostać intelektualistką, ale za każdym razem, gdy czytałam książkę, zasypiałam. Tak już mam: gdy za długo obcuję z twórczością mężczyzn podobnych do Freuda, oczy same mi się zamykają.
Między osiemnastym a dwudziestym drugim rokiem życia próbowałam przyswoić sobie najróżniejszych Zygmuntów Freudów, ale ostatecznie zostało mi po tym tylko jedno wyraźne poczucie: nie jestem Zygmuntem Freudem. A dokładniej: nie jestem mężczyzną, tylko kobietą. Miałam z tym wielki problem – z byciem kobietą. Oczekiwano ode mnie, że będę nosić długie włosy. Oczywiście nikt nie powiedział mi tego wprost, ale jeśli chce się coś na kimś wymusić, zazwyczaj nie używa się do tego słów. Po prostu daje się to do zrozumienia.
Dziś noszę krótkie włosy i chodzę na spotkania grupy dla osób transpłciowych. Chcesz wiedzieć więcej? Zadzwoń. Nie jestem przy tym osobą transpłciową, tylko kimś, kto lubi penetrować kobiety i kogo męczy ciągłe kupowanie urządzeń do tego celu. Nie dość, że mają astronomiczne ceny, to jeszcze przez większość czasu nad nimi nie panujesz, bo nie leżą tak, jak trzeba. Wiesz, czego mam dosyć? Rzeczy, które krzywo leżą.
Mogłabym, rzecz jasna, czytać książki autorów, którzy nie przypominają Zygmunta Freuda, na przykład kobiet albo niebiałych mężczyzn. Albo lepiej: niebiałych kobiet. Sęk w tym, że nie należą one do kanonu, do tego przeklętego kanonu. Wiem, że myślisz sobie: „Ale przecież Virginia Woolf należy do kanonu, podobnie jak James Baldwin”. Odpowiem szczerze: cały czas noszę się z zamiarem kupienia książki Baldwina, natomiast lektura Woolf mnie uśpiła. Tuż po tym, jak wychodzi kupić kwiaty, odpłynęłam w sen.
Gdy miałam jakieś siedemnaście lat, w mojej głowie zrodziła się myśl, że zostanę geniuszem. Tyle że z byciem geniuszem jest tak, jak z byciem osobą homoseksualną: nią się nie staje, któregoś dnia po prostu okazuje się, że się nią jest. A przynajmniej tak słyszałam. Według mnie geniusze to ludzie, którzy mogli sobie pozwolić na nieodbieranie telefonu, kiedy świat znów czegoś od nich chciał, aby skupić się na tym, czego tenże świat akurat potrzebował. Tak czy inaczej ja też często nie odbierałam telefonu, na tyle często, że w pewnej chwili moje koleżanki dały sobie ze mną spokój. Zaczęły za to rozpuszczać plotki na mój temat. Twierdziły, że tak naprawdę do niczego się nie nadaje i że na pewno jestem lesbijką ze względu na sposób, w jaki patrzę na Zahrę. W obu tych kwestiach miały rację.
Ponieważ koleżanki mnie porzuciły, zaczęłam spędzać więcej czasu z Felixem i Chielem. Byli oni najbardziej biali i uprzywilejowani spośród uczniów naszej białej i uprzywilejowanej szkoły średniej, a mi to imponowało. W trakcie przerw Chiel przeważnie wypowiadał tylko jedno zdanie: „Doprawdy?”, a Felix potakiwał. Ja też potakiwałam, chociaż nie wiedziałam, o co dokładnie chodziło. Wiedziałam tylko, że miał rację, ponieważ tacy jak on zawsze ją mieli. Ja sama rzadko miewałam rację i po pewnym czasie zaczęło mi to mocno ciążyć.
Myliłam się co do wszystkiego. Co do chłopaków i co do dziewczyn, co do właściwych odpowiedzi i, co ważniejsze, co do właściwych pytań. Można mieć całe mnóstwo odpowiedzi, ale ktoś, kto nie zadaje właściwego pytania, może równie dobrze mówić do studni. Odkryłam też, że odpowiedź zawsze poprzedza pytanie. I że jak długo do siebie nie pasują, tak długo nie ma się racji.
I.
Historia mojej seksualności
Walter, specjalista ds. rekrutacji
Historia mojej seksualności przedstawia się następująco: zawsze szukałam kogoś, kto pozamyka wszystkie drzwi i okna, kto powie: wystarczy, tak jest dobrze. Mówiąc bardziej konkretnie, najpierw interesowali mnie mężczyźni, później kobiety, oczywiście od zawsze kobiety, Muriël, moja rudowłosa korepetytorka o długich nogach i wiele innych, ale moje oczy i coś innego, coś bardzo istotnego, pozostawały zamknięte. Chociaż to bez większego znaczenia.
Rozdziewiczył mnie Walter, specjalista ds. rekrutacji, ale nie zamierzam się nad tym rozwodzić. Głosował na konserwatywną VVD, a gdy nie byłam w stanie się podniecić, starałam się na tym koncentrować, bo pożądanie i nienawiść w dziwny sposób idą ze sobą w parze.
Straciłam dziewictwo na Sarphatistraat, w budynku przy Weesperplein, z którego fasady wystaje maszt flagowy. Do dziś go po nim rozpoznaję, ponieważ przypomina mi nabrzmiałą i natarczywą erekcję Waltera. On sam był bardzo miły. Tamtego wieczoru powiedział do mnie: „Zdaje się, że denerwuję się bardziej od ciebie”. Rzeczywiście tak było. Jeśli o mnie chodzi to, prawdę powiedziawszy, miałam to głęboko gdzieś.
Fragment pochodzi z książki: De geschiedenis van mijn seksualiteit, Das Mag Uitgeverij B.V., 2021
Tobi Lakmaker (1994) – urodzony w Amsterdamie pisarz i felietonista. Prowadzi stałą rubrykę w czasopismach De Groene Amsterdammer i LINDA.meiden. De geschiedenis van mijn seksualiteit to jego pierwsza powieść, która spotkała się z udanym przyjęciem w
Holandii i została nominowana do najważniejszych nagród dla debiutujących autorów.
Krytycy zwrócili uwagę na cięty język, humor i szczerość towarzyszące autofikcyjnym
rozważaniom nad tożsamością płciową i orientacją seksualną. Dziennik NRC umieścił ją na
liście 50 najważniejszych książek w j. niderlandzkim w XXI wieku.
Anna Opara – (1994) tłumaczka z angielskiego i niderlandzkiego. Absolwentka historii sztuki
i niderlandystyki na University College London oraz przekładu literackiego na Uniwersytecie
Wschodniej Anglii i Uniwersytecie Gdańskim. Członkini Stowarzyszenia Tłumaczy i
uczestniczka europejskiego programu dla twórców literackich CELA. Pochodzi z
Bydgoszczy.
Olga Wiktoria Wybodowska (redakcja)